Moje 69 miasto w całym życiu. I to MUSIAŁA być Polska.
Letnia noc przy Syrence Warszawskiej. Idealna pora na polowanie wampirów. Ale ni widu, ni słuchu za nimi. I prawidłowo.
- Proszę pana...
Odwróciłem się i zobaczyłem... Darianę.
- Dariana?
- Casimir?
- Boże. Co ty tu robisz?
- Przywiązałam się do ciebie.
- Co? Jak?! - Spojrzałem na nią.
- Wampiry tak mają.
- Ale dlaczego ja?
- A czemu nie? Mamy łatwe przywiązanie do osób o tym samym nazwisku. Więc to nie moja wina.
- Dobra, dobra. Przepraszam.
Dariana spojrzała na pomnik Syrenki i badała po zmrużonym wzrokiem.
- Casimir?
- Tak?
- Wyczuwam innego wampira za pomnikiem - szepnęła i dyskretnie pokazała palcem Syrenkę, zza której wyszedł Lucifer.
- Casimir - powiedział niemalże radośnie, przeciągając drażniąco głoski mojego imienia. - Nie uciekniesz przede mną. I tak cię przemienię.
- Kto to? - Dariana zadrżała i schowała się za mną.
- Lucifer Monthell - szepnąłem do niej, na co wbiła paznokcie w moje plecy.
- No co, Kowaliv? Boisz się to powiedzieć na głos?
- Ja? Nie. Dariana pytała, to jej odpowiedziałem - mruknąłem.
- Dariana Cornelia Kowaliv, czyż nie? Dawno się nie widzieliśmy, prawda? - Podszedł do niej, a ja kurczowo dotknąłem wewnętrznej kieszeni kurtki. Przez grubą skórę okrycia poczułem kilka patyków o zaokrąglonych rękojeściach. Kołki - moja jedyna nadzieja.
- Nie podchodź do mnie, diable - szepnęła nerwowo na tyle głośno, że wampir to usłyszał i zaśmiał się.
- Mam się nie zbliżać do CIEBIE, a nie do Casimira, prawda?
- Lucifer! Przestań się z nią droczyć! - wrzasnąłem, sięgnąłem do kurtki po kołek i wyciągnąłem go.
- Schowaj to. Nie potrzebny ci ten kijek. Jasne? - zapytał ze stoickim spokojem.
- Casimir, zrób to, co on mówi, bo jeszcze mi coś nim zrobisz - jęknęła Dariana i pociągnęła dziecinnie mój rękaw.
Lucifer zaśmiał się diabelsko.
- Widzisz? Straszysz swoją kuzynkę! Nie wstyd ci za to?
- Dariana, odsuń się - szepnąłem, ale ona jeszcze bardziej zacisnęła dłonie na kurtce. - Proszę, odsuń się. Nic ci nie zrobię, obiecuję. - Wampirzyca odsunęła się ode mnie i usiadła na piedestale pomnika.
- I co teraz zrobisz? No co?
Rzuciłem się na Lucifera, celując kołkiem w miejsce gdzie powinno być serce. Usunął się na bok, a ja złamałem kołek i przydzwoniłem głową w marmur. Polacy nie wybaczą mi tej smugi krwi... Krwi?!
- Krwawisz, Dimitrij...
Spojrzałem na swoją rękę, która była przebita ostrą częścią drewnianego patyka.
- Casimir...
Obejrzałem się, a obok mnie stała Dariana. Jej oczy świeciły czerwienią, a z ust wyrosły kły.
- No dalej, Dariano. Zaspokój głód. Przemień go przy okazji - szepnął jej na ucho Lucifer, a ona rzuciła się na mnie. Zaczęła dobierać się do mojej szyi, a kiedy próbowałem ją odepchnąć, wgryzła się w węzeł chłonny. Krzyknąłem agonalnie, kiedy poczułem rozlewającą się po całym ciele truciznę.
Jad skutecznie niszczył nerwy i organy wewnętrzne. Poczułem, jak serce przestaje bić, a płuca zaprzestają swojej pracy. Skóra stała się zimna, a powieki same opadły.
*************************************************
No cóż, niestety. Casimir nie zdołał pomścić swojej rodziny w ciągu bycia śmiertelnikiem. Ale będzie próbował w życiu po życiu. Tak, wiem. Spojlerowanie to ciężki grzech. Ale jak mówi sama nazwa bloga - Yaoi moim światem - będzie coś troszeczkę pikantniejszego.
No nic. Więcej nie spojleruję, bo sama jestem ciekawa, jaka będzie wasza reakcja na nadciągające wydarzenia. Enjoy ! xD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz