poniedziałek, 9 czerwca 2014

Dzień przed morderstwem

     - Casimir, wychodzę.
     Ten delikatny, anielski i wiecznie spokojny głos. Miękki, a zarazem zdecydowany, prawie rozkazujący. Wielu chłopaków uwiodła już tym głosem, ale także wyglądem i "owczym" charakterem.
     - Głuchy jesteś?
     Nie, nie jestem. Po prostu ubóstwiam głos ... mojej "małej" siostrzyczki.
     - Baka !
     - Nie jestem głuchy, Miya. Twój głos mnie uspakaja.
     - Tak, pewnie. Słyszałeś, co mówiłam?
     - Tak, Miya. Słyszałem wyraźnie.
     - I żadnej odpowiedzi?!
     - Eh. Widzę, że nie możesz się obyć bez tego. No, dobra. Telefon masz mieć włączony, wracasz do domu do 22, żadnego alkoholu, narkotyków, papierosów i, co najważniejsze, prostytucji. Zobaczę jakikolwiek ślad na twoim ciele, to zakaz dożywotni na wszystkie imprezy, jasne?
     - Jak słońce, Casimir. Będę koło 21.
     - Tak wcześnie!? - Mojemu zdziwieniu nie było końca.
     Moja "mała" rudowłosa siostra, obdarzona imieniem Miya, miała wrócić DO 22, nie KOŁO 21. Czułem, jak dotykam czołem ciemnego blatu stołu. Gorący oddech odbijał się od niego i drażnił moją szczękę.
     - Tak, Casimir. Koło 21, bo o 22 ma wylot do Korei Południowej.
     No tak. Ostatnie spotkanie z Darenem. Ha ! Ten chłopak nie był ideałem dla mojej siostry. Pił, palił, niewątpliwie ćpał i nadużywał. Owszem, w moim domu był traktowany jak pies. Dosłownie rzecz biorąc.
     - Ach... No tak. Znowu "Pies" jest ważniejszy ode mnie - westchnąłem.
     - Casimir, proszę. To ostatni raz, jak się widzimy.
     - Wiem. I bardzo się cieszę, że wyjeżdża.
     - Nasty ! Czemu go tak nie lubisz ?! Co on ci takiego zrobił ?!
     - Nie podnoś głosu...
     - Nie ! Będę do ciebie mówiła, jak chcę !
     - Litości... Miya - zacząłem spokojnie. - Nie histeryzuj.
     - Ja ? Ja ?! Że co ?!
     - Nie histeryzuj.
     - Nie histeryzuję ! Denerwujesz mnie !
     - Miya ! Masz na mnie nie podnosić głosu, jasne ?! - wydarłem się i od razu poczułem jej strach. Mała, rudowłosa dziewczyna trzęsła się przede mną ze strachu.
     - Ca-simir... - chlipnęła cicho i podniosła rękę do ust. W jej oczach błyszczały łzy.
     - Miya... - Przytuliłem siostrę do siebie. - Przepraszam. Zdenerwowałem się. To był tylko ten jeden i ostatni raz, kiedy wybuchnąłem.
     - T-to nic, braciszku.
     - No już, spokojnie - Wyjąłem z kieszeni szortów paczkę chusteczek i podałem je jej. - Otrzyj łezki i leć, tak?
     - Dobrze, Casimir - powiedziała, wzięła chusteczki i przytuliła mnie na pożegnanie, po czym wyszła z domu.

     Nie wróciła do domu. Była 23:54. Około dwóch godzin temu powinna wrócić, ale nie było po niej żadnego śladu. Na pewno wróci, pomyślałem i położyłem się na łóżku, a po kilku minutach już spałem.

     "W parku przy lotnisku znaleziono martwą kobietę z poderżniętym gardłem. Przy sobie miała wyłączony telefon komórkowy i torebkę. Dowody rzeczowe zostały zabezpieczone przez oddział nowojorskiej policji."
     Tak brzmiał pierwszy akapit pierwszej strony gazety. Na zdjęciu nad tekstem widniało zdjęcie zamordowanej Miyi.
     - Lucifer - mruknąłem pod nosem, a w oczach zebrały mi się łzy na samą myśl, że nasze pożegnanie przed jej wyjściem było ostatnim.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz