poniedziałek, 30 czerwca 2014

Przeprosiny i wpis : Korea Półnona, Phenian

Drodzy Czytelnicy. Mimo wszystko, chcę przeprosić za moje długie przerwy w dodawaniu wpisów, ale dwa razy router wi-fi mi się schrzanił i nie miałam internetu przez około 2-3 tygodnie, jak nie dłużej. Mam nadzieję, że poprzednie wpisy Wam się podobały ;) Miłego czytania ^^

     Dość spore miasto, jak na mój gust. W sumie, to już 68 miasto, w którym się znajdowałem. Tym razem jestem pewien, że nie znajdę Lucifera.
     - Pan Casimir Kowaliv?
     Jasny gwint!
     - Słucham? - odpowiedziałem, nie odwracając się. Wtedy poczułem na ramieniu czyjąś mocną, lodowatą dłoń.
     - Szukałem ciebie, Casimirze.
     - Kim jesteś?
     - Zwą mnie Pomiotem Szatana.
     Wiedziałem już, że to on. Lucifer.
     - Lucifer? - zapytałem dla uziemienia mojej świadomości.
     - Owszem. Pójdziesz ze mną.
     - Nie ma mowy! - wybuchnąłem, a wewnętrzny łowca miał zamiar wyjść z mojego ciała.
     - Nie rób zamieszania. Idź przed siebie. Do pomnika. Bez sztuczek.
     Cholerny wampir! Jak żałuję, że Dariana nie nauczyła mnie. jak przeciwstawiać się wampirom. Bardzo tego żałuję.
     Szybkim krokiem podążałem do pomnika stojącego kilkadziesiąt metrów przede mną. Kiedy oparłem się o marmur, kilka kroków ode mnie stał Lucifer.
     Wampir miał krótkie, cieniowanie czarne włosy zaczesane do tyłu, bordowe oczy i koralowe usta. Ubrany był w biały garnitur z krwistoczerwonym krawatem i plamami krwi na kołnierzu śnieżnej koszuli.
     - Czego ode mnie chcesz?
     - Twoja rodzina jest mi winna kilka wampirów. Ale wezmę ciebie jako zapłatę - Lucifer rzucił się na mnie, ale przydzwonił łbem o pomnik, bo wykonałem precyzyjny unik w bok.
     Monthell złapał mnie za kurtkę i przygniótł do ziemi. Z jego rozciętej wargi kapała czarna ciecz.
     - Posłuchaj mnie uważnie - Wampir nachylił się nade mną. - Jesteś tylko mój, jasne?
     - Zostaw mnie, zboczeńcu! - Odepchnąłem go i zerwałem się na równe nogi.
     - Nie jestem nim.
     - To nie ja...
     - Uspokój się! - ryknął i wykręcił mi rękę, a ja bezwładnie padłem na ziemię.
     Syknąłem z bólu, jaki dawało mi wykręcone przedramię.
     - Zostaw...
     - Nie. Nie zostawię cię, Casimirze. Zostaniesz moim niewolnikiem. Będę cię traktował jak zabawkę, gdy już przejdziesz przemianę - Lucifer nachylił się nad moją szyją.
     W ostatniej chwili wyjąłem kołek z kurtki i wbiłem go w biodro wampira. Monthell puścił mnie i padł na ziemię, zwijając się z bólu.
     - Zapłacisz mi za to! - wrzasnął agonalnie.
     - Nie nie zrobię. Ty powinieneś dawano temu leżeć w grobie, wampirze - warknąłem i odszedłem, zostawiając krwiopijcę w stanie agonalnym na ziemi.
     Wróciłem od razu na lotnisko ze swoimi torbami i kupiłem bilet do Polski.

2 komentarze:

  1. Madziu droga!
    Masz mi pięknie Warszawę opisać, rozumiemy się? :D Mam nadzieję, że tak. Zrób to porządnie, jak na patriotę zachwycającego się swym krajem przystało, tak? Oczywiście, że tak ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Izuniu!
    Nie ma mowy o pięknym opisie Warszawy, bo NIGDY tam nie byłam i nie będę w najbliższej przyszłości. Czekaj lepiej na następne wpisy ;) Pozdro XD

    OdpowiedzUsuń